Blog > Komentarze do wpisu
Mały Rodzinny Interes - recenzja sztuki, Teatr Współczesny

Ktoś kiedyś powiedział, że krytyka przychodzi nam dużo łatwiej, niż pochwała. Krytykujemy wszystkich i wszystko, właściwie na okrągło. Okazuje się jednak, że i tu zdarzają się wyjątki. Jednym z nich jest sztuka "Mały Rodzinny Interes", którą miałem okazję wczoraj oglądać na dużej scenie Teatru Współczesnego. Dlaczego? Przez ponad 2 godziny trwania spektaklu nie opuszczało mnie wrażenie, że zarówno ja, jak i pozostali widzowie najzwyczajniej w świecie mamy ochotę wyjść, bo oglądanie sztuki z każdą minutą robi się coraz bardziej męczące. Kiedy już po spektaklu zastanawiałem się, co poszło nie tak i dlaczego sztuka mi się nie podobała, nie znalazłem jednoznacznej odpowiedzi.

A Small Family Business

"Mały Rodzinny Interes" jest adaptacją spektaklu "A Small Family Business" napisanego przez Alana Ayckbourna, wybitnego brytyjskiego komediopisarza. Oryginał po raz pierwszy został wystawiony 20 maja 1987 roku na deskach londyńskiego Royal National Theatre i był mocno osadzony w ówczesnych realiach polityczno-społecznych. Wielka Brytania znajdowała się wówczas pod rządami Lady Margaret Thatcher, czyli w okresie tzw. Thatcheryzmu, dominacji myśli konserwatyzmu i neoliberalizmu. Przeniesienia tej sztuki na polski grunt podjęła się Anna Augustynowicz.

Anglik w polskiej skórze 

Wystawiony przez Teatr Wpółczesny "Mały Rodzinny Interes" zachował oryginalny, angielski charakter. Na scenie pojawiają się więc Jack, Roy, Desmond, Cliff czy Ken. Bohaterowie sztuki często rozmawiają o sobie nawzajem - obcojęzyczne imiona brzmią w ich ustach dość zabawnie i na każdym kroku przypominają, że rzecz dzieje się w Wielkiej Brytanii. Akcja sztuki obraca się wokół tytułowego rodzinnego interesu. Jack McCracken - człowiek uczciwy i honorowy - przejmuje od swojego teścia Kena znajdującą się w kiepskiej kondycji firmę produkującą meble. Ma przywrócić jej dawną świetność i wyeliminować osoby, które mogą działać na szkodę rodzinnego biznesu. W międzyczasie okazuje się, że cała rodzina robi w firmie własne interesy na boku...

Pomysł na komedię jest świetny - szkoda tylko, że potenciał sztuki nie został w pełni wykorzystany. O ile do dialogów zastrzeżeń nie mam, to do dekoracji już tak - są skąpe i nazwyczajniej w świecie brzydkie. Akcja rozgrywa się niemal w całości we wnętrzu domu, więc można by się pokusić o jego częsciowe odtworzenie z zachowaniem tradycyjnego, angielskiego stylu. Tymczasem na scenie stoją dwie atrapy pokoi i platforma, w której zlokalizowano łazienkę. 

Aktorzy kontra nuda

Duże brawa należą się aktorom, którzy bardzo dobrze odtwarzają powierzone im role. Szczególnie przypadła mi do gustu gra Przemysława Walicha grające w "Interesie" postać Roya, wyluzowanego głupka. Jednak nawet najlepsza gra nie uratuje sztuki, gdy na scenie niewiele się dzieje. Tymczasem niemal przez cały czas trwania spektaklu wiało nudą. "Mały Rodzinny Interes" trwa łącznie 135 minut - to zdecydowanie za długo, by dość monotonna akcja nie zaczęła nużyć publiczności. Dość napisać, że co najmniej kilka osób opuściło salę już w trakcie przerwy. Akcja oczywiście nieco przyspiesza pod koniec sztuki, jednak to zdecydowanie za mało, by dało się zapomnieć o dwóch godzinach, w czasie których niewiele się działo.

Zmarnowany potencjał 

Ciężko jest podsumować "Mały Rodzinny Interes". Z jednej strony mamy genialny tekst Alana Ayckbourna, który wyśmiewa naiwną wiarę ludzi w sprawiedliwość społeczną, świetną grę aktorów i zabawne dialogi. Jednak "Mały Interes Rodzinny" to także nuda, spora liczba nieciekawych scen i kiepskie dekoracje.  Najnowsze dzieło Augustynowicz nie jest sztuką złą z definicji, to świetny pomysł i kiepskie wykonanie - wszystko to sprowadzone do wspólnego mianownika daje niestety spektakl co najwyżej poprawny. A sztukami poprawnymi nie warto zaprzątać sobie głowy.

Nicolass 

piątek, 24 lutego 2012, wojciech.cybulski
Tagi: Szczecin


Kontakt:

kulturasubiektywna@gmail.com